Psyche - profil
Poziom reputacji: 15
Dobra
- Grupa
- Zasłużony Przyjaciel
- Całość postów
- 1280(1.78 na dzień)
- Rejestracja
- 21-February 08
- Odwiedzin
- 14944
- Ostatnio
dziś, 17:18- Zajęcie
- Poza forum
Ostatnio byli
-
karo1915 
dziś, 16:29 -
Pafcio 
wczoraj, 23:02 -
voodoo 
27 Jan 2010 - 16:35 -
...MIC92... 
25 Jan 2010 - 21:43 -
ja4ja 
25 Jan 2010 - 20:48
Moje tematy
-
Zamiana ról / A Change of Place (1994)
Napisano 12 Jan 2010
Zamiana ról / A Change of Place (1994)
DVDRip Lektor PL

Cytat
produkcja: Kanada , Niemcy , USA , Węgry
gatunek: Melodramat, Obyczajowy
Reżyseria: Donna Deitch Scenariusz: Jim Henshaw
Zdjęcia: Nyika Jancsó Muzyka: Carl Lenox
Czas trwania: 87,5 min
Nowojorska studentka sztuki Kimberly Johnson ma siostrę bliźniaczkę.Dominique pracuje jako modelka w renomowanym paryskim Domu Mody.Specyfika życia w świecie mody odcisnęła swoje piętno na wyglądzie i charakterze Dominique.Spóźnia się do studia,miewa zachwiania równowagi,nadużywa alkoholu.Podczas spotkania w Nowym Jorku Kimberly namawia Dominique na czterotygodniową kurację odwykową.


Cytat
Format : MPEG-4 at 2.224 Kb/s
Length : 1 GB for 1h 27 min. 13s 800ms
Video #0 : MPEG-4 Visual at 2.137 Kb/s
Aspect : 704 x 544 (1.294) at 25.000 fps
Audio #0 : AAC at 80,8 Kb/s
Infos : 2 kanały, 44,1 KHz
lub

-
Bezcenna Jane / Painkiller Jane (2005)
Napisano 5 Jan 2010
Bezcenna Jane / Painkiller Jane (2005)

Cytat
produkcja: USA gatunek: Akcja, Sci-Fi
data premiery: 2005-12-10 (Świat)
reżyseria Sanford Bookstaver scenariusz Greg Gold , John Harrison
Kiedy jednostka wojskowa zostaje zaatakowana przy użyciu broni biologicznej, giną wszyscy oprócz kapitan Jane Elizabeth Browning (Emmanuelle Vaugier). Nie tylko wychodzi ona cało z opresji, ale nawet okazuje się, że rozwinęła się u niej zdolność do regeneracji organizmu z każdej rany. Kiedy armia odkrywa to, nie zamierza jej pomóc, wręcz przeciwnie - wykorzystuje ją. Jane, widząc, że stała się królikiem doświadczalnym, ucieka. Armia nie zamierza jednak z niej zrezygnować. Rozpoczyna się pościg.
ENG.TVrip.XViD
Sprawdź Napisy do tego filmu
lub

-
Grill dla zaawansowanych
Napisano 17 Jun 2009
Grillowanie nad ogniskiem jest w równym stopniu sportem i sztuką – wymaga bowiem więcej wyczucia niż gazowy grill, większej uwagi niż pieczenie na węglu drzewnym i większej sprawności fizycznej niż obie te techniki.
Wiem jednak z doświadczenia, że daje ono też więcej satysfakcji i to nie tylko wówczas, gdy na stole pojawia się półmisek z grillowaną jagnięciną czy kawał chrupiącego, glazurowanego boczku wciąż pachnącego dębiną i jabłonią. Równie ważna jest magia rozniecania ogniska z polan i gotowania nad nim: dźwięk otwierających się z gorąca małży w kotle nad płomieniem i skwierczącego kopru włoskiego na żeliwnej blasze, a także umiejętne zniżanie rusztu tuż nad tlące się węgielki, by uzyskać idealny stek – krwisty lub lekko przypalony. Grillowaniu na drewnie nieodłącznie towarzyszą dym, pot i łzy, ale jest to jednocześnie świetna zabawa.
Co roku w Memorial Day, gdy grilluję w prymitywnej studzience na ogień z poukładanych w krąg kamieni, jeden z moich znajomych powtarza z podziwem to samo zdanie: „Stary, zupełnie jak w Argentynie!”. Niezupełnie. Gdybyśmy byli w Argentynie, to z pomocą moich przyjaciół upiekłbym na grillu całą krowę wykorzystując jeden z przepisów zawartych w „Seven Fires: Grilling the Argentine Way”, książce Francisa Mallmanna, szefa kuchni i właściciela Patagonia Sur, słynnej restauracji w Buenos Aires oraz Petera Kaminsky’ego, autora z Brooklynu. (Pierwszym ze składników jest „jedna średnia krowa, około 630 kilogramów, oprawiona, pocięta w plastry”).
Ale nie wszystkie przepisy z „Seven Fires” wymagają użycia dźwigu. Choć część dań to specyficzne wynalazki, których przyrządzanie z pewnością będzie nieraz dokumentowane na Twitterze (nóżka wieprzowa zagrzebana w soli, jagnięcina pieczona na taczce), to większość propozycji w tej fascynującej książce o grillowaniu na drewnie jest równie prosta, co atrakcyjna. Weźmy choćby pomarańcze z rozmarynem posypane cukrem i karmelizowane na żeliwnym rondlu, zwanym w Argentynie „chapa”. To nieskomplikowany, a zarazem wyrafinowany deser, idealny po posiłku z grilla.
Szeroka żeliwna blacha podgrzewa się wyjątkowo dobrze nad otwartym ogniem. Oprócz długich szczypiec, ognioodpornych rękawic, elektronicznego termometru i szerokiego noża ze stali nierdzewnej do szpachlowania ze sklepu z narzędziami (węższego i mocniejszego od większości szpachli), jest to podstawowe narzędzie służące do grillowania nad ogniskiem.
Najważniejszym sprzętem jest jednak sam regulowany żeliwny grill. Przypina się go do wolnostojącego wspornika i można go umieścić wysoko nad płomieniem lub obniżyć aż będzie niemalże dotykał żaru.
Kaminsky, który pisze artykuły o jedzeniu i rekreacji na świeżym powietrzu dla New York Timesa, w ogródku przy swej kamienicy trzyma przeróżne sprzęty. Oprócz regulowanego grilla ma dwa grille toskańskie, ciężkie żeliwne ruszty na dziesięciocentymetrowych nogach. Zamówił też w miejscowym warsztacie argentyńskie infiernillo, które wygląda jak para nałożonych na siebie metalowych stolików do kawy i działa jak piekarnik na świeżym powietrzu: rozpalasz ogień pod jednym i na drugim i pieczesz potrawy między nimi.
Najlepsze przepisy na dania z grilla(Klik)
Ale do przygotowania firmowego antrykotu Mallmanna, zwanego skromnie „Stekiem Doskonałym”, wystarczy średniowysoka temperatura i grill ustawiony około pięć centymetrów nad żarem. Gdy dołączyłem do Kaminsky’ego w ogródku, zdradził mi sekret swej techniki: cierpliwość. Gruby na prawie cztery centymetry stek piekł się przez dziewięć minut na jednej stronie, potem siedem na drugiej, odmierzone przez stoper w iPhone’ie. Kaminsky prawie w ogóle go nie dotykał, obracając go o 45 stopni w obie strony i przewracając tylko raz.
- Trzeba uzyskać tę fajną chrupkość, więc stek musi być gorący i nie można za bardzo mu przeszkadzać - mówi Kaminsky. - Chodzi o to, żeby był cały różowy, bez tej wypieczonej szarej części po brzegach. Wydawało mi się, że to długo jak na przyrządzenie steku, ale kiedy przekroił go, mięso okazało się czerwone, soczyste i pyszne. Rzeczywiście, był to stek doskonały.
Kaminsky popisał się też doskonałą techniką. Ułożył przerąbane na pół, wysuszone polana dębowe i rozpalił ogień przy użyciu gazet i smolnych szczap, żywicznych sosnowych drewienek, które bardzo szybko się podpalają (sosna jest dobra do rozpalania, ale ponieważ pali się szybko i wydziela gryzący zapach, nigdy nie powinna służyć do pieczenia). Kaminsky użył szufelki do kominka i przypominającego grabki krupierskie pogrzebacza, by zebrać gorące węgielki, starannie ułożył je tuż pod grillem, po czym dołożył do ognia więcej dębiny, a drewno zmieniło się w żar.
Grillowanie na drewnie to w gruncie rzeczy to samo, co pieczenie nad ogniskiem w lesie. Moje własne dokonania plasują się gdzieś między absolutną kontrolą Kaminsky’ego a chaosem ogniska. Rozpalam drewno z dębu i jabłoni w kamiennej studzience i dopóki płomienie buchają, podgrzewam na blasze warzywa na sałatkę (siekany koper włoski, połówki pomidorów i cykoria podpiekają się ładnie i dobrze smakują po ostudzeniu). Nieraz też wrzucam małże, zioła i wlewam białe wino do żeliwnego kociołka, który ustawiam bezpośrednio na płonącym drewnie, a potem robię grzanki z chleba na prostą przystawkę. Kiedy po 20–30 minutach drewno zmieni się w gorący żar, można zaczynać grillowanie.
Ponieważ temperatury są tu dużo wyższe, niż w przypadku węgla drzewnego lub gazu, powinniście użyć oleju rzepakowego lub innego o neutralnym zapachu i wysokiej temperaturze spalania i posmarować nim grill bądź blachę lub omaścić mięso, ryby i warzywa. Oliwą z oliwek, która rozkłada się w wysokich temperaturach można skropić danie później, dla smaku.
Może się wydawać, że ogniska bardziej szkodzą środowisku niż węgiel drzewny lub gaz, ale wcale nie jest to oczywiste. Według Agencji Ochrony Środowiska (EPA), ognisko wydziela więcej gazów i cząstek stałych niż czysto palący się propan, ale za to emituje mniej gazów cieplarnianych. EPA oficjalnie nie faworyzuje żadnej z tych metod grillowania. Ten dym to grzeszna przyjemność. Daje on tyle zapachu i smaku, że większość marynat i bejc staje się zbędna. Ale lekki i delikatny sos, taki jak słodzona miodem gremolata z „Seven Fires”, doda potrawom nieco finezji.
Można też użyć świeżego oleju z suszonych papryczek chili, tak jak Russell Moore, szef kuchni i właściciel Camino w Oakland w Kalifornii, restauracji, gdzie prawie wszystko piecze się na drewnie. O tej porze roku Moore grilluje szparagi i dymkę, po czym polewa je olejem chili przyrządzanym z łagodnych, suszonych papryczek z Nowego Meksyku, utartego czosnku i siekanej mięty. Ma on taki smak, gęstość i aromat, że właściwie jest bardziej salsą niż sosem. Moore nazywa go „superprostą harissą”.
Jego przepis jest tylko luźną sugestią – można użyć każdego łagodnego chili, na przykład chihuacle lub mulatto i różnych ziół, po czym skropić sosem dowolne warzywa, które wyglądają w danym tygodniu na ładne, od karczochów po młode ziemniaki, endywię i kurki. - Mamy tu świeżość sezonowych jarzyn w połączeniu z trzema wyrazistymi smakami - mówi Moore.
Wiele potraw z książki „Serious Barbecue” Adama Perry Langa nie piecze się bezpośrednio nad ogniem – może więc ona stać się biblią dla fanów ceramicznego turystycznego piecyka znanego jako Big Green Egg – ale niektóre dania, takie jak Chrupiący i Palce Lizać Boczek, można z powodzeniem udusić w tradycyjnym piekarniku i dokończyć na grillu. Lang, szef kuchni i właściciel baru barbecue Daisy May na Manhattanie, stara się ulepszyć smak, kiedy to tylko możliwe. Jego boczek musi więc poleżeć w marynacie, potem zostaje omaszczony bejcą z bourbona (najlepiej zaaplikowaną z zestawem ziół) oraz dressingiem bezpośrednio na desce do krojenia: wyciska się na nią cytrynę, dodaje oliwę z oliwek, szczypiorek i pieprz, tak by kawałek wieprzowiny wchłonął jeszcze więcej smaków. Lang sugeruje, by podawać plastry boczku w bułce z musem jabłkowym i musztardą – jest to najnowsze wcielenie popularnych bułeczek z wieprzowiną. Pasuje do nich także rzeżucha i rukola, w połączeniu z ostrym dressingiem.
Jeżeli chodzi o opisane w jego książce techniczne wskazówki, to Lang zwraca uwagę szczególnie na jedną: nigdy nie używaj spryskiwacza, by zgasić ogień, na który kapie tłuszcz. Zamiast tego lepiej przesunąć mięso w chłodniejszy kącik grilla albo położyć jedno na drugim, by nie absorbowały aż tyle ciepła. - Wielu ludzi boi się płomieni. Ja im powtarzam, że nie ma czego. Kiedy gotujesz nad ogniskiem, to właśnie ten aromat jest najważniejszy - mówi Lang.
Onet.pl -
Miłość jest taka ślepa...
Napisano 17 Jun 2009
Kobiety nienawidzą drani, ale jednocześnie nie potrafią bez nich żyć. Oni zabierają nam godność, czas, czasem nawet pieniądze. Co dają w zamian? Łzy, stres i nieprzespane noce. Jednak, kiedy odchodzą, nie umiemy bez nich żyć. Na czym polega fenomen drania? Na to pytanie spróbujemy odpowiedzieć wraz z Grzegorzem Wojasem, psychologiem, seksuologiem i psychoterapeutą z ośrodka psychologicznego AVITA w Warszawie.
Gdy teraz o tym piszę aż trudno mi uwierzyć, że na to wszystko pozwalałam, że mimo tego, co robił, tęskniłam za nim i pragnęłam kolejnego spotkania. – Która z nas nigdy w życiu tak nie pomyślała? Podobnych wypowiedzi na blogach jest tysiące. Jedni po prostu ranią słowem, inni nawet podnoszą rękę. Są też tacy, którzy "kochają" płeć przeciwną. Trochę za bardzo. Nie mogą się zdecydować na życie z jedną partnerką, bo dookoła czyha na nich za dużo okazji.
Kim jest drań? To mężczyzna, który ma problem z poczuciem własnej wartości i dlatego potrzebuje ciągłych wrażeń, aprobaty ze strony kobiet czy po prostu facet, który lubi seks z nowymi partnerkami?
Często to są mężczyźni, którzy mają problemy osobowościowe. Jeżeli jest to kwestia niskiego poczucia własnej wartości, to faktycznie może być tak, że ten mężczyzna będzie typowym kobieciarzem. Zdobywanie kolejnych partnerek będzie wtedy służyć jako potwierdzenie swojej wartości. Mówimy wtedy o zjawisku kompensacji. Tacy mężczyźni potwierdzają swoją wartość poprzez ilość kobiet w łóżku, w końcu jest to pewna forma bliskości. Ale często to tylko fasada tego faceta: na zewnątrz jest rozrywkowym kobieciarzem, a wewnątrz może być przeciwieństwem swojej fasady. Potrzebuje twardej skorupy, żeby nie zostać zranionym, dlatego nie chce się wiązać z kobietami, tak naprawdę boi się odrzucenia, boi się przyjęcia uczucia.
Dlaczego kobiety wchodzą w relacje z takimi mężczyznami i znoszą to? Mówią: "Nie mogę od niego odejść, tak bardzo go kocham", kiedy on tak naprawdę niczego im nie daje?
Cytat
Till: (...) "kobieta gdy kocha jest najsłabsza". Nie umiałam bez niego żyć. 5 dni bez niego dłużyło sie w nieskończoność, żyłam od niedzieli wieczorem, do piątku wieczorem...
Problem jest bardziej złożony. Jest wiele aspektów, które składają się na taką a nie inną relację. Jedną z nich może być: forma odrzucania, która działa w ten sposób: ja bardzo potrzebuję miłości, bliskości, a on nie ma dla mnie czasu, spotyka się z innymi kobietami. Nie odbiera moich telefonów, milczy, spotyka się tylko wtedy, kiedy on ma na to ochotę – jest to pewna forma odrzucenie dla drugiej osoby. Kiedy w ten sposób traktowany partner mimo wszystko mówi: "Ale ja nie mogę od niego odejść. Tak bardzo go kocham" – to może świadczyć o trudności w relacji w związku, trudności w wyrażaniu uczuć i myśli związanymi z tymi. Pewne zachowania mamy wyuczone w procesie kształtowania naszej osobowości, np: jeśli rodzic mówił do nas: "Nie płacz, badź silny, weź się w garść", kiedy dziecko potrzebuje wsparcia, empatii i miłości, to wtedy nauczymy się, że nie wolno przeżywać w tym przypadku złości, emocji.
Oprócz tego, że dokonujemy takich wyborów i nie umiemy zakończyć relacji z takim draniem, jest jeszcze jeden problem: nie mówimy o sobie. Wchodzimy w dziwny układ: "Boli mnie, ale nie powiem, bo mężczyźni nie lubią jak się narzeka". "Obiecałam sobie, że tym razem nie będę robić scen, będę wyrozumiała" – dlaczego z góry wchodzimy w taką rolę i same sobie fundujemy ból, zamiast mówić o swoich potrzebach?
Cytat
Rozdiablony Anioł: Myślę, że tym razem nie robiłam scen, dlatego, że już na początku znajomości postanowiłam sobie, że ze swojej strony będę się bardzo starać, aby było dobrze, że nie będę robić żadnych wymówek, aby nie być zrzędzącą babą, bo wiadomo, że wymówki i zrzędzenie zniechęcają mężczyzn. (…)
Tutaj pojawia się lęk przed odrzuceniem. Nie mówię ze strachu, bo nie wiem, co się wydarzy, jak powiem. Może jemu to się nie spodoba i odejdzie. To ja już wolę nie mówić i męczyć się, byleby tylko on przy mnie był. Ten lęk jest tak silny, że zaczynamy żyć w stereotypach: kobiety zrzędzą, a faceci tego nie lubią. W związkach każdy ma po 50 proc. To nie jest tak, że jest tylko brzydki, zły mężczyzna. Wiele zależy tutaj od kobiety, która swoim myśleniem, mówieniem, czynami może wpływać na to, żeby mężczyzna zachował się tak, jakby ona tego chciała i to jest często nie uświadomione. Jeśli zaczyna się kryć ze swoimi pragnieniami, potrzebami i dopasowywać, to sama wkłada swoje 50 proc. i pokazuje mu taką drogę. Związki są różne, siły się mogą rozkładać na wiele sposobów. Były prowadzone badania, z których wynika, że partnerzy często dobierają się tak: on najstarszy z rodzeństwa, a ona najmłodsza. Jak będzie funkcjonował taki układ? Idealnie! Mężczyzna wejdzie w dominującą rolę, bo całe życie obowiązki były na niego zrzucane, on organizował wszystkim czas i tak zostanie, a dziewczynka całe życie będzie mogła zostać mały dzieckiem. Natomiast jeśli obydwoje byli najstarsi z rodzeństwa, to zacznie się walka o to, kto tu ma rządzić w tym związku.
Facet nie odbiera telefonu, nie przychodzi na spotkania, nie chce za siebie płacić, wpada sporadycznie, by opróżnić lodówkę i dalej wyruszyć na łowy. W skrajnych przypadkach wprowadza się po kilku dniach znajomości i żyje na nasz rachunek. Dlaczego jesteśmy takie ślepe i pozwalamy na to?
Cytat
Rozdiablony Anioł: Na swoją obronę mam to, że wchodząc w znajomość z nowo poznaną osobą, nie wie się, z kim się ma do czynienia. Wiedzę tę zdobywa się dopiero z czasem. Gdy te wszystkie opisane zdarzenia były rozciągnięte w czasie, nie były od razu tak bardzo czytelne. Stworzyłam sobie obraz Z. jako tego jedynego, wspaniałego faceta i nie dopuszczałam myśli, że na tym obrazie mogłaby się pojawić jakakolwiek skaza. (…)
To jest potrzeba miłości, bliskości. Jeżeli facet przyjeżdża z walizkami niewiadomo skąd i nagle się wprowadza, a kobiecie to nie przeszkadza, to znaczy, że warto zadać sobie pytanie: "co takiego się zadziało, że po kilku lub kilkunastu minutach chcę żeby został?" Taka sytuacja może sugerować przynajmniej dwie postawy, albo mężczyzna z walizkami na progu jest bardzo atrakcyjny dla tej kobiety, albo nie potrafi mu odmówić. Jeśli to drugie, to możemy tu mieć sytuację złożoną. Z jednej strony mężczyzna, który chce wykorzystać tę kobietę a z dugiej sama kobieta ze swoimi pragnieniami i lękami. W takich przypadkach zazwyczaj mamy do czynienia już z manipulacją, ale mimo wszystko warto dodać, że czasami sami sobie dopowiadamy: "To on dla mnie się poświecił, dla mnie wszystko zostawił". Kiedy pary przychodzą do mnie na terapię, proszę, żeby partnerzy opowiedzieli mi, jakie cechy uwielbiali u siebie nawzajem w okresie zakochania, bo wiadomo, że to jest najpiękniejszy czas. Zaczynają wspominać i wymieniają zazwyczaj dość podobne. Wtedy ja mówię: "Dobrze, w takim razie co się takiego stało, że tutaj jesteście?". A oni odpowiadają, że tych cech już nie ma, na ich miejscu są zupełnie inne. Zakochanie trwa do roku, bo nasz organizm więcej nie wytrzyma takich silnych obrotów jak pod wpływem narkotyków. I co się wtedy dzieje? To jest identyfikacja projekcyjna. Każdy z nas w momencie zakochania projektuje to, czego nigdy nie miał w dzieciństwie, to, czego mu brakowało, czego tak bardzo pragnął. Wszystkie te cechy odnajdujemy w sobie i umiejscawiamy w partnerze, żeby jego uszczęśliwić. Kiedy zakochanie ustępuje, to zaczynamy obserwować te prawdziwe cechy partnera. Przeszkadza nam to, że partner nie wyniósł śmieci czy nie wyjął prania. To już są te prawdziwe cechy, które mamy w sobie. Z kolei to, co my chcielibyśmy żeby nasz partner w sobie miał, już zniknęło.
"Mój chłopak przez jakiś czas nawet jak sam nie jadł, wstawał i robił mi kanapki do pracy, koleżanki nie chciały mi wierzyć. A teraz jak sobie robi śniadanie, dla mnie zostawia bułkę na blacie."
No właśnie tak to działa!
Powracając do momentu, kiedy pozwalamy sobie na cierpienie i mówimy, że nie możemy odejść: czy jest to pewnego rodzaju uzależnienie? Od takich partnerów i emocji?
Pewnie ten model jest nam skądś znany. Skoro jest kat i ofiara to trzeba pamiętać o tym, że w takim układzie zarówno jedna jak i druga strona mają z tego "korzyści". I może to brzmi paradoksalnie, ale ofiara tego kata również. Są osoby, które jako partnerów wybierają sobie alkoholików. Potem mówią: "Ja nie wiedziałam, że on będzie alkoholikiem". Ale pewne symptomy już wcześniej wskazywały na to, że ten mężczyzna ma spore predyspozycje do tego, żeby mieć kłopoty z alkoholem. Różne badania pokazują, że ponad 70 proc. kobiet, które wywodzą się z rodziny, gdzie ojciec był alkoholikiem, wybiorą sobie jako męża również alkoholika. To jest dla nich znane i w tym będą funkcjonować. Może przejść tysiąc mężczyzn obok niej, ale on wybierze właśnie alkoholika.
O jakiego rodzaju "korzyściach" możemy mówić w przypadku ofiary?
Nasza psychika wyznaje zasadę: wszystko, co jest znane, jest bezpieczne. Alkoholik, to jest problem, który dana kobieta zna od najmłodszych lat i idealnie będzie funkcjonować w takim związku. Natomiast jeśli trafi na partnera, który będzie ją kochał, dbał i nosił na rękach, to będzie jej bardzo trudno odnaleźć się w tym związku. Zacznie podejrzewać, że o coś jemu chodzi, że za dobry jest może to manipulacja lub cokolwiek innego. "Zaraz, zaraz, coś tu nie gra. Z tym facetem, to chyba jest coś nie tak." Dlaczego tak pomyśli? Bo nigdy wcześniej tego nie znała. I choć życie z alkoholikiem nie będzie usłane różami, bo będzie dużo złości, prawdopodobnie przemocy, to taka kobieta będzie się czuła bezpieczniej w podobnym układzie, bo to jest coś, co ona już dobrze zna i wie jak się w nim odnaleźć.
Czyli są kobiety skazane na drani? Mimo złych doświadczeń, każdy kolejny partner będzie niewłaściwy?
Powiedziałbym nawet, że "właściwy", bo takie kobiety tego właśnie szukają. Ale tak, każdy jej związek będzie podobny. Za każdym razem będzie odgrywała swój dramat, który może mieć różne oblicza: alkohol, przemoc psychiczna, fizyczna, manipulacja. To błędne koło można przerwać poprzez psychoterapię. Ale faktycznie, często możemy usłyszeć: "No jak to? Znowu się spotyka z draniem? Przecież już jednego miała."
Podczas takiej terapii trzeba zmienić myślenie o sobie czy inaczej spojrzeć na relacje między ludzkie?
Jedno i drugie. Chodzi o wgląd w siebie. Trzeba zobaczyć: skąd ja tak mam? Skąd to się bierze? I wtedy można zacząć nad tym pracować.
Jak rozpoznać, że facet jest draniem?
Byly prowadzone różne badania. Wojciszke (Bogdan Wojcieszke – prof. psychlogii – przyp. red.) pisze nawet o tym, że drań ma pewne cechy fizyczne, które go wyróżniają. Wysoki mężczyzna o takiej urodzie, która będzie się podobała wielu kobietom. Trzeba dodać, że ów mężczyna często osiąga sukces w życiu. Kobiety to podświadomie bardzo przyciąga ze względu na atrakcyjne geny, które będzie mógł jej przekazać. Dziecko, które się urodzi ma większe szanse na wyższą pozycję społeczną. Co robią kobiety? Na mężów wybierają sobie czesto spokojniejszych partnerów, którzy zadbają o ognisko domowe i nie opuszczą ich, zapewnią bezpieczeństwo. Z kolei będą się rozgądały za mężczyzną, który da im dobry genotyp. To często może nawet być powodem do zdrady. Potwierdzają to badania.
Czyli tak naprawdę słabość do drani mają nie tylko te kobiety, które miały podobny wzór w domu, tylko wszystkie!
Byłoby to pewnym nadurzyciem takie stwierdzenie. Myślę, że nakładają się tu nie tylko indywidualne cechy kobiet, ale też środowisko czy wzorce kulturowe. Powód jest prosty: to są mężczyźni postrzegani jako niezależni, szaleni, odważni. Świetni do romansu. Dużo kobiet jeśli nie sypia, to fantazjuje na temat takich mężczyzn: "Fajny, chętnie poszłabym z nim do łóżka". Jednak, kiedy kobiety zaczynają już myśleć o ułożeniu sobie życia, to taki partner przestaje być atrakcyjnym kandydatem. Potrzebny jest ktoś, kto zapewni bezpieczeństwo.
A co jest z mężczyznami? Książki takie jak "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i moje własne obserwacje potwierdzają tezę, że panowie też lubią niegrzeczne dziewczynki.
Nie jest łatwo. To działa w dwie strony. Cofnijmy się do dzieciństwa. Często to zależy od tego, jak układały się relacje rodzica płci przeciwnej z dzieckiem. Jeśli gdzieś było nadużywanie psychiczne, to mężczyzna będzie szukał takiej zołzy dominującej czy nawet raniącej i tylko wtedy będzie mógł odczuwać satysfakcję, oczywiście do pewnego czasu. Przychodzi moment kiedy związek potrzebuje pomocy. Jeśli na tyle są dojrzali partnerzy to zwrócą się o pomoc. Jeśli nie? To zaczną nowe związki odgrywając tą samą dramę.
Mówiliśmy już o kobieciarzach, o przemocy psychicznej, a co z przemocą fizyczną?
To też jest związane z dzieciństwem. Mowa o wychowaniu wahadłowym: nie wiadomo, kiedy dziecko dostanie. I dziecko nie wie jak się zachować. Jest np. taka sytuacja, że przy stole siedzi cała rodzina, Karolek coś wyleje na stół, a wszyscy się śmieją. To jest wzmocnienie pozytywne. Następnego dnia jest taka sama sytuacja tylko nikt się nie śmieje, a Karolek dostaje lanie – wzmocnienie negatywne. On już nie wie, jakiej reakcji się spodziewać, bo raz za to samo zostaje nagrodzony, a raz ukarany. To go uczy jednego: silniejszy ma rację. Już w przedszkolu czy w szkole to się będzie przejawiało agresją: kiedy podczas kłótni skończą się argumenty, zaczyna się przemoc fizyczna. Z tym się dorasta i zabiera do domu. Zaczynamy zachowywać się podobnie wobec partnera, a co gorsza, nawet wobec własnych dzieci.
"Z tego co widzę, z nieprzyjemnymi konsekwencjami radzimy sobie na dwa sposoby: albo na siłę tłumaczymy złe postępowanie partnera i robimy wszystko, aby go idealizować, albo wolimy przyjąć najgorszy scenariusz. Po co?"
To jest lęk przed odrzuceniem. Karen Horney napisała książkę "Neurotyczna osobowość naszych czasów". To są dwie metody radzenia sobie z lękiem, a to, którą z nich wybierzemy, zależy on naszych indywidualnych cech, upodobań. Tutaj wracamy do mechanizmu odrzucenia. Kobieta, która doświadcza tego, ciągle ma nadzieję, że kiedyś jednak zazna tej upragnionej miłości z dzieciństwa, teraz chodzi jej już bardziej o akceptację. Często przecież można usłyszeć coś takiego: "No ja nie wiem jak to jest, ale ciągle trafiam na niewłaściwych facetów", „wiesz, ja to zawsze przyciągam niewłaściwych mężczyzn". Albo facet: "Za każdym razem trafiam na takie dziewczyny". To się nie trafia. My tego szukamy. Nieświadomie, ale to my!
Anna Szczypczyńska dla Onet.pl -
Mała sztuczka, duży efekt
Napisano 17 Jun 2009
Z podziwem patrzysz na popularne aktorki i zastanawiasz się, jak one to robią, że tak pięknie wyglądają. My wiemy! Po prostu doskonale znają makijażowe triki. Oto te stosowane najczęściej. Każda z nas może się ich nauczyć. Zobacz jak umalować usta na czerwono oraz jak wykonać makijaż na imprezę.
Przegląd makijażowych trików przyda się nie tylko nastolatkom, które dopiero uczą się malować. Tak naprawdę, bez względu na wiek, powinnyśmy eksperymentować przed lustrem. Ciągle bawić się makijażem, a nie popadać w rutynę. By podkreślić atuty swojej urody, warto zrobić coś inaczej niż zwykle, nauczyć się czegoś nowego... Nasze triki mogą też wybawić z opresji, bo podpowiadamy, jakie kosmetyki można zastąpić innymi.
1. Cienie nakładaj palcami
Zwłaszcza, gdy chcesz mieć na powiece kilka ich kolorów. Dzięki temu barwy będą łączyć się ze sobą bez wyraźnych konturów.
2. Biała baza ukryje bruzdy
Te na linii od nosa do ust rzucają się w oczy i trudno je ukryć pod warstwą podkładu i pudru. Ale staną się niewidoczne, gdy przed zrobieniem makijażu rozprowadzisz na nich odrobinę białej bazy.
3. Tusz rozprowadzaj zygzakiem
To doskonały sposób, by uniknąć grudek. Zaczynaj zawsze od górnych rzęs i rób to od nasady po końcówki. Po kilku pociągnięciach na włoskach jednego oka przechodź do drugiego. Przemiennie malowane rzęsy nie rozmażą się.
4. Mieszanka podkładu i kremu świetnie tuszuje zmarszczki
Zwykły podkład często je uwydatnia. Dlatego dojrzałe panie powinny używać podkładów liftingujących. Jeśli nie masz takiego, możesz zwykły fluid wymieszać z kremem ujędrniającym (w proporcji 1:1) i rozprowadzić na twarzy oraz szyi.
5. Korektor jest bardziej skuteczny, gdy się go nakłada pędzelkiem
Tylko wtedy kosmetyk ten dobrze "wtopi" się w skórę, bo nałożona zostanie jego cienka warstwa. Dzięki temu idealnie spełni swoje zadanie, tuszując wszelkie niedoskonałości. Przy aplikatorze nie byłoby to możliwe, gdyż z reguły nakładamy zbyt dużo kosmetyku.
6. Podkład nanoś zawsze palcami
W ten właśnie sposób postępuje większość wizażystów, mimo że istnieją do tego specjalne gąbeczki. Dlaczego tak robią? W kontakcie ze skórą preparat szybko nabiera temperatury ciała; w związku z tym lepiej się wchłania i jest mniej podatny na ścieranie. Poza tym palcami rozprowadzisz go najdokładniej.
7. Zielony korektor zatuszuje sińce
By się ich pozbyć, wystarczy przed nałożeniem podkładu pokryć je cieniutką warstwą zielonej bazy lub korektora w sztyfcie.
8. Róż ożywia i rozjaśnia zmęczoną twarz
Nanieś go szerokim pędzlem wzdłuż kości policzkowych, a cera szybko odzyska młodzieńczy blask. Ważne jest też, by jego odcień dobrać do swojej karnacji.
9. Szminkę rozprowadzaj pędzelkiem
Zajmie ci to więcej czasu, ale makijaż będzie dokładniejszy i trwalszy. Pomadkę nanoś zawsze od zewnętrznych kącików ust i kieruj się ku ich środkowi. W ten sposób unikniesz gromadzenia się nadmiaru szminki w kącikach.
10. Lód działa znieczulająco
Jeśli w ostatniej chwili musisz poprawić linię łuków brwiowych, najpierw przetrzyj je kostką lodu. Przekonasz się, że wyrywanie włosków okaże się znacznie mniej bolesne, a skóra nie będzie po nim mocno zaczerwieniona. Lód bowiem "zamrozi" naskórek i receptory bólu.
11. Cienie subtelnie podkreślą brwi
Szczególnie te w odcieniu brązu (idealne dla brunetek) czy szarości (wprost stworzone dla blondynek). Brwi pomalowane nimi będą wyglądały dużo naturalniej niż pociągnięte kredką, zwłaszcza czarną, która wyostrza rysy. Cienie najlepiej nanosić cienkim pędzelkiem z krótkim, sztywnym włosem.
12. Brwi wygładź spiralką maskary
Niesforne włoski możesz wymodelować specjalnym żelem lub odżywką do rzęs. Ale jeśli nie masz pod ręką takich kosmetyków, posłuż się czystą spiralką od zużytej już maskary. Nanieś na nią odrobinę żelu do włosów i przeczesz nią delikatnie brwi.
13. Kredka przedłuża żywot cieni
Jeśli zależy ci na tym, by makijaż oczu był wyjątkowo trwały, a cienie nie wałkowały się w załamaniu powieki - najpierw pomaluj powieki miękką kredką. Dopiero potem nałóż cienie. Powinny być w kolorze podobnym do kredki. Ten sposób ma jeszcze jedną zaletę: spojrzenie zyskuje głębię.
14. Kreski optycznie oddalają oczy
Gdy są one osadzone zbyt blisko siebie, zrezygnuj z klasycznego malowania powiek eyelinerem. Kreseczki tuż przy linii rzęs pociągnij dopiero od połowy powieki (do zewnętrznego kącika), a oczy optycznie oddalą się od siebie.
15. Tonik świetnie konserwuje tusz
Maskara znacznie dłużej zachowa świeżość, gdy jej szczoteczkę od czasu do czasu będziesz przemywać tonikiem. Wtedy tusz nie będzie się na niej gromadził, maskara nie poskleja rzęs ani nie pozostawi brzydkich grudek.
16. Konturówka powiększa usta
Jeśli twoje wargi są małe i wąskie, to zanim sięgniesz po pomadkę, obrysuj je konturówką. Oba te kosmetyki muszą być w tym samym odcieniu, inaczej makijaż nie będzie wyglądał naturalnie. Wybieraj barwy pastelowe lub nasycone, ale raczej niezbyt jaskrawe. Kreskę ciągnij od kącików ust i kieruj się ku ich środkowi. Konturówką możesz też pomalować całe wargi, bo to świetna baza pod pomadkę. Utrwali ją tak, że nie zostawi ona śladów, np. na kieliszku.
17. Puder brązujący wyszczupli buzię
Gdy narzekasz na zbyt pulchną twarz, pomoże ci puder brązujący. Najpierw, tak jak zwykle, rozprowadź podkład, a potem - wzdłuż kości policzkowych aż do skroni - puder brązujący. Zrób to szerokim, miękkim pędzlem. Na pas T, czyli czoło, nos i brodę, możesz nałożyć puder jaśniejszy. Tak umalowana buzia będzie wyglądała subtelniej.
18. Tusz lub eyeliner zagęści rzęsy
Jeśli natura obdarzyła cię rzadkimi rzęsami, wybieraj maskary w odcieniu fioletu lub szarości, najlepiej z lekkim perłowym połyskiem. Opalizujące drobinki sprawią, że rzęsy wydadzą się znacznie gęstsze. Pomiędzy nimi możesz też narysować eyelinerem maleńkie kropeczki, a potem rzęsy pomalować tuszem. Będą wyglądały naprawdę imponująco.
19. Na nawilżonej twarzy makijaż trzyma się dłużej
Zanim więc nałożysz krem i podkład, spryskaj buzię wodą mineralną w sprayu (później osusz chusteczką higieniczną). Ona najszybciej doda skórze wilgoci.
20. Cień zastąpi szminkę
Gdy usta przypudrujesz, a potem pokryjesz różowym cieniem do powiek i nałożysz warstwę transparentnego błyszczyku, makijaż przetrwa wiele godzin i nie będziesz potrzebowała pomadki.
Cytat
Źródło: Naj nr 36/2004
Osobiste
- Tytuł użytkownika
- ~*~Bitch~*~
- Wiek
- 20 lat
- Data urodzenia
- Kwiecień 12, 1989
- Płeć:
-
- Miejscowość:
- Tam gdzie diabeł mówi dobranoc
- Zainteresowania:
- Boże,pozwól mi być takim za jakiego uważa mnie mój pies - J.L.Wiśniewski
Kontakt
- Wyślij wiadomość

Logowanie
Rejestracja
Pomoc

Znajdź tematy
Znajdź posty
Historia nazw wyświetlanych


Komentarze
Jaheim87
23 Jan 2010 - 04:12Pafcio
29 Oct 2009 - 11:57Ola55
25 Jun 2009 - 19:55_ZozoL_
13 Jun 2009 - 06:24voodoo
01 Jun 2009 - 00:45...BuTTon...
11 May 2009 - 06:46...BuTTon...
11 May 2009 - 06:45...BuTTon...
06 May 2009 - 20:28Pafcio
24 Apr 2009 - 11:17...BuTTon...
16 Apr 2009 - 09:17'Mat'
12 Apr 2009 - 21:28edyta95171
12 Apr 2009 - 20:38ja4ja
12 Apr 2009 - 20:37Haku
12 Apr 2009 - 20:35M4RCUS
12 Apr 2009 - 20:32